Spojrzenie na Pociągającego

 

I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3,13–17).

Powiedziałem kiedyś, że wierzę w Boga atrakcyjnego i w atrakcyjny Kościół. W Boga, który przyciąga do siebie gotowością wyjścia na poszukiwanie grzesznika. Dzisiaj święto Podwyższenia Krzyża Świętego. To właśnie tam, na krzyżu, najpełniej objawia się atrakcyjność Boga.

Kościół nie czyta powyższej Ewangelii o ukrzyżowaniu, ale Jezusową zapowiedź o Jego wywyższeniu, które będzie konieczne, „aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne” (J 3,15). W tej rozmowie z Nikodemem jeszcze nic nie ma o krzyżu. Zapowiedź krzyża jest ukryta w aluzji do wywyższenia węża na pustyni przez Mojżesza. Zgodnie z poleceniem Boga Mojżesz sporządził węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu, a „jeśli kogoś wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu” (Lb 21,9). To było życiodajne, ocalające spojrzenie. O potrzebie wywyższenia Jezus wspomni raz jeszcze. Już po wjeździe do Jerozolimy, przemawiając do tłumu, powie: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32).

Święty Hieronim w Wulgacie frazę tę przetłumaczył następująco: Et ego si exaltus fuero a terra omnia traham ad me ipsum. Jak wiadomo, łacińskie traho, –ere, traxi, tractum to polskie „ciągnę”, stąd takie słowa jak „trakt”, „traktor” i – właśnie! – „atrakcyjność”, czyli „pociąganie”. Polski wyraz „atrakcyjny” (podobnie zresztą jak angielski attractive) pochodzi z łacińskiego attractio, a ten z kolei od czasownika adtrahere, czyli „pociągać, skłaniać, przekonywać do czegoś, spowodować coś”. W języku polskim słowo „pociągający” nabrało znaczenia przymiotnikowego i rozumiane jest najczęściej jako „powabny, miły, przyjemny, zniewalający”. Pierwotnie jednak to imiesłów przymiotnikowy czynny od czasownika „pociągać”. Pociągający to ten, który pociąga, ale czy to koniecznie ten, kto jest pociągający, ponieważ się podoba? Czy można pociągać, nie będąc jednocześnie – w sensie estetycznym – pociągającym?

Powiedzmy sobie szczerze, umarłe, zniszczone, skatowane ciało Ukrzyżowanego pociągające nie jest, zwłaszcza gdy na jakimś wizerunku jest wyobrażone bardzo naturalistycznie: krew, rany, brud. Na pytanie o atrakcyjność Jezusa na krzyżu odpowiem – idąc śladem ks. Jerzego Szymika – słowami proroka Izajasza, które przecież w Wielki Piątek odnosimy do Jezusa: „Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby [chciano] na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53,2).

Ale jednocześnie – przypomina Szymik – do Jezusa odnosimy też inną frazę: „Najpiękniejszy jesteś spośród synów ludzkich, wdzięk się rozlał na twoich wargach” (por. Ps 45,3). „Jezus jest więc najpiękniejszy i zarazem bez blasku. Jednocześnie. Jak to rozumieć? Skąd ta sprzeczność? Najpiękniejszy z ludzi staje się odpychający, «nieestetyczny»? Chrystus ma wdzięk czy nie ma wdzięku? Jest w Nim piękno czy szpetota? I czy one mogą w kimś mieszkać razem???” – pyta śląski teolog[1].

Nie, nie podobał się, a jednak pociągał. „«Po Chrystusie» na nowo trzeba zapytać, czym jest piękno, trzeba go doświadczyć w nowy sposób – znacznie głębszy” – postuluje Szymik. Teologicznie rozumiane „pociąganie” wcale nie jest tym samym co estetyczne „podobanie się”. Atrakcyjność Jezusa jest natury teologicznej, a nie estetycznej, jest atrakcyjnością wewnętrzną, a nie zewnętrzną, ponieważ akurat tutaj to, co wizualne, bardziej odpycha, niż przyciąga. Szymik dopowiada: „dopiero Jego męka i śmierć dotykają jądra tej kwestii: chodzi w niej o miłość, która jest istotą nowej, chrześcijańskiej estetyki i kluczem do jej zrozumienia. Bo miłość jest wolna od siebie i narcyzmu: godzi się na oszpecenie, na utratę piękna i właśnie to jest w niej najpiękniejsze”. Bo miłość pociąga, choć w danym momencie wygląda tak bardzo niepociągająco. Malarskie wizje ukrzyżowania ukazują najczęściej Jezusa z głową przechyloną w stronę Jego lewego ramienia. Ale są też takie, gdzie Jezus ma głowę wzniesioną do góry, jak na obrazie Chrystus ukrzyżowany Rubensa. Będąc ostatnio w Lwówku Śląskim w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, natrafiłem na podobny krzyż. Jezus ma głowę wzniesioną ku górze, ku Ojcu. Być może to ten moment, gdy Jezus woła „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (Łk 23,46).

Ale mnie to wyobrażenie skojarzyło się ze słowami papieża Franciszka, który (podobnie jak bp Grzegorz Ryś) mówił o wzroku Jezusa w kierunku grzeszników. Tłum patrzył na Zacheusza „z góry”, Jezus „spojrzał w górę na niego”. „Spojrzenie Jezusa wykracza poza wady i widzi osobę – mówił Franciszek. – Nie zatrzymuje się na złu z przeszłości, ale przewiduje dobro w przyszłości. Nie godzi się na zamknięcia, ale poszukuje drogi jedności i komunii. Pośród wszystkich nie zatrzymuje się na pozorach, ale patrzy w serce”[2].

I tak sobie myślę, że może w tym momencie, gdy sam był „wywyższony ponad ziemię” (co ginie w polskim przekładzie), Jezus zdolny jest jeszcze – jak nikt inny – popatrzeć na nas „w górę”, a nie „z góry”. I może to jest właśnie ów szczyt miłości, ów najbardziej atrakcyjny moment Boga? Ukąszonym Mojżesz kazał spoglądać na węża, by móc zostać ocalonym. My mamy coś więcej niż miedzianego węża na pustyni.

Spoglądamy na wywyższonego na krzyżu Jezusa. I tak bardzo chciałbym dzisiaj się nauczyć nie zatrzymywać na Nim swojego wzroku, nie dać się ani sparaliżować fizycznej brzydocie ukrzyżowanego Ciała, ani uwieść pozornemu pięknu naszych tego Ciała wyobrażeń, lecz złączyć moje spojrzenie z Jego. I razem z Nim spojrzeć „w górę” na wszystkich tak, jak On patrzy na nas. Przecież wszystkich pociągnie do siebie. Bez wyjątku.

ks. Andrzej Draguła, Słowo, które przenika, Wydawnictwo WAM, Kraków 2018


[1] J. Szymik, Cantare amantis est. Piękno, miłość, muzyka, Wykład inauguracyjny wygłoszony na Akademii Muzycznej w Katowicach, Katowice, 14.10.2014 r.

[2] Franciszek, Homilia wygłoszona podczas Mszy św. posłania, Kraków, 31.07.2016 r.

 

Polecamy:

                   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *