Módl się i… całuj

 

Jeśli chcesz skrajnie zniesmaczyć jakieś dziecko, pokaż mu film, na którym dwoje ludzi łączy usta w długim pocałunku. „Fuj! To wygląda tak, jakby się nawzajem zjadali! Ohyda!” Przygotuj się na co najmniej jeden taki komentarz, bo na pewno go usłyszysz.

Kiedyś sama byłam takim dzieckiem. Gdy­bym mogła, przewinęłabym całą scenę altanową z Dźwięków muzyki. Nuda, nuda, nuda, a po­tem całowanie, czyli obrzydlistwo, obrzydlistwo, obrzydlistwo. „Ja nigdy nie będę tego robić” – powiedziałam w myślach i na głos (chyba) też. Jednak zbyt długo się tego postanowienia nie trzymałam.

Szybki przeskok o parę lat do przodu i proszę: okazuje się, że pocałunki zaczęły wydawać mi się całkiem przyjemną perspektywą. A potem ich spróbowałam i co? Nie poczułam się zawiedziona. Z wiekiem przeko­nujemy się, że pocałunek – zwłaszcza z kimś, kto kocha nas tak samo mocno jak my jego – jest jedną z najlepszych rzeczy, do których możemy wykorzystać nasze wargi.

Nic więc chyba dziwnego, że całowanie często wymieniane jest w kontekście innych przyjemnych czynności wykonywanych za pomocą ust, a konkretniej w kontekście jedzenia i picia. I nie jest to bynajmniej współczesne skojarzenie; znajdujemy je nawet w Biblii.

W krótkiej księdze Starego Testamentu, jaką jest Pieśń nad Pieśniami, oblubieniec i oblubienica zachwycają się swoją fizyczną obecnością. Zrozumiałe zatem, że księga ta jest hymnem na cześć zmysłów. Obfituje w opisy urody obojga zakochanych; często wspomina się też o zapachu. Poza tym – na co zwróciłam największą uwagę, gdy czytałam tę księgę ponownie – nie brakuje w niej odniesień do zmysłu smaku.

Na samym początku oblubienica mówi do oblubieńca: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust! Bo miłość twa przedniejsza od wina” (Pnp 1,2). W kolejnym rozdziale zaś zachwyca się: „owoc jego słodki memu podniebieniu” (Pnp 2,3). Oblubieniec nie chce być dłużny i z równym entuzjazmem wypowiada się na temat zmysłowych przyjemności, jakie funduje mu jego uko­chana: „o ileż słodsza jest miłość twoja od wina” (Pnp 4,10). Kolejny werset jest kontynuacją tego tematu: „Miodem najświeższym ociekają war­gi twe, oblubienico, miód i mleko pod twoim językiem” (Pnp 4,11). W kolejnych wersetach mężczyzna mówi o swojej wybrance w następu­jący sposób: „Tak! Piersi twe niech mi będą jako grona winne, a tchnienie twe jak zapach jabłek. Usta twoje jak wino wyborne, które spływa mi po podniebieniu, zwilżając wargi i zęby (Pnp 7,9–10). Jako dziecko nacisnęłabym przycisk Przewiń już przy drugim wersecie.

Ale ponieważ jestem dorosła, fragment ten bardzo mi się podoba. Podoba mi się, że jest on najzupełniej szczerą celebracją piękna fizycznej intymności. Podoba mi się, że jest hymnem pochwalnym na cześć pocałunków: oblubieniec i oblubienica bez żadnego skrępowania opo­wiadają, jak odurzającym doświadczeniem okazuje się zetknięcie ustami z drugą osobą, porównując to do picia najlepszego wina. Pocałunki nie są niczym, czego należy się wstydzić. Budzą w nas apetyt na więcej i więcej. I bardzo podoba mi się, że wszystko to znajdujemy w Biblii.

Przez całe stulecia badacze Pisma (i zwykli ludzie) postrzegali Pieśń nad Pieśniami jako me­taforę miłości Boga do ludzi. Pan kocha nas tak mocną, gorącą i namiętną miłością, jaka istnieje między oblubieńcem a oblubienicą. Chce umiłować nas tak bardzo, że zmiękną nam kolana, że zatracimy się w tym uczuciu – tylko po to, aby odnaleźć się w nim na nowo.

Można chyba spokojnie stwierdzić, że nie wszystkim nam wpajano taki obraz Boga. W za­sadzie wielu katolików ma za sobą zupełnie odwrotne doświadczenia: mniej lub bardziej otwarcie uczono nas, że między nami a Bogiem musi istnieć grzecznościowy dystans (podobnie jak między nami i innymi ludźmi). A jednak na przestrzeni dziejów Kościoła katolickiego wiele osób instynktownie rozumiało obraz Boga jako oblubieńca. Jedną z nich jest św. Teresa z Ávili; w jej dziełach znajdujemy opisy niebiańskich wizji, które wprawiały ją w stan fizycznej ekstazy. Jedno z takich widzeń przedstawił w słynnej rzeźbie Bernini: wyrzeźbiona przezeń Teresa odchyla głowę do tyłu, a gdybyśmy mieli opisać wyraz jej twarzy, najlepiej byłoby porównać go do ekspresji osoby zbliżającej się do szczytowania. Dla kogoś, kto widzi tę rzeźbę po raz pierwszy, jej wymowa jest szokująca.

Niemniej metafora Boga jako oblubieńca okazuje się trafna. Całując ukochaną osobę, zbliżamy się do niej najbardziej, jak się da. Smakujemy jej, czego nie robimy prawie nigdy w innych relacjach. Nie ma między nami dystansu, łączy nas niezaprzeczalna intymność. Płoniemy tak gorącym pragnieniem, że zwykłe, standardowe sposoby wyrażania czułości okazują się niewystarczające. Czy tak trudno jest wyobrazić sobie, że Bóg pała takim uczuciem w stosunku do nas? I czy tak trudno dostrzec ślad tej boskiej namiętności w na­szej fizycznej więzi z drugim człowiekiem? Może powodem, dla którego Kościół katolicki robi od wieków tyle zamieszania wokół współżycia, jest fakt, że seks to coś dobrego i potężnego, coś, co sprawia nam największą przyjemność, kiedy podchodzimy do tego poważnie.

A gdy więź fizyczna łącząca cię z drugim człowiekiem jest taka jak należy, nie traktuj jej jako rzeczy pewnej i oczywistej – poucza nas Pieśń nad Pieśniami. Czerpcie z niej oboje jak najwięk­szą przyjemność. Bądźcie jak oblubieniec i oblubienica, jak dwoje młodych, gorącokrwistych kochanków, figlarnych, namiętnych i ochoczych. Dotykajcie się, całujcie i delektujcie swoim smakiem, który słodszy jest niż miód i bardziej upajający niż wino.

 

Medytacja

Wstęp
Powoli weź kilka oddechów. Skup się i otwórz na Bożą obecność. Na początku tej modlitewnej kontemplacji poproś Pana o łaskę.

Podziękowania
Zastanów się nad kwestią fizycznej intymności. Okaż wdzięczność Bogu, który pomaga nam zrozumieć swoją miłość do nas, wykorzystu­jąc w tym celu wiele różnych metod, w tym metaforę kochanków.

Rozważanie
Jeśli łączy cię z kimś fizyczna więź, pomyśl o procesie jej powstawania. Co czułeś, całując ukochaną osobę po raz pierwszy? Przypomnij sobie tę chwilę oraz uczucie ekscytacji i obja­wienia, jakie ci wtedy towarzyszyło.

Czy masz dziś wrażenie, że fizyczna strona wa­szej relacji stała się mniej interesująca? Jeśli tak, to zastanów się, co możesz zrobić, aby wskrze­sić iskrę w waszym związku. (Niewykluczone, że długi, spokojny pocałunek będzie dokład­nie tym, czego wam trzeba).

A może jest tak, że pragniesz intymnego kontaktu z drugim człowiekiem, ale obecnie go nie masz? Co czujesz, czytając zacytowa­ne w tym rozdziale fragmenty o kochankach? Tęsknotę, smutek, nadzieję czy zazdrość? Po­wierz te reakcje Bogu w modlitwie.

Pomyśl, że Pan chce być z tobą tak bardzo, jak oblubienica i oblubieniec pragną być ze sobą nawzajem. Czy czujesz się dobrze z tą myślą? Dlaczego?

Spojrzenie w przyszłość
Przeczytaj Pieśń nad Pieśniami albo jakiś jej fragment. Rób to powoli, dając sobie czas, aby podumać nad każdym obrazem. Co jakiś czas powtarzaj w myślach, że czytasz Pismo, i od­rzuć wszelkie wizje Pana, który psuje ludziom całą zabawę. Pozwól, aby obraz namiętnego Boga powoli przenikał do twojej świadomości.

 

Ginny Kubitz Moyer, Dotknij, Poczuj, zasmakuj, Wydawnictwo WAM, Kraków 2018


Polecamy:

                    

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *