Bolesna przemiana

Relacja apostołów do Jezusa Chrystusa musiała doświadczyć bolesnej, ale ważnej przemiany od Jezusa z Nazaretu do zmartwychwstałego Chrystusa. Ich przykład jest dla nas ważny, gdyż i my jesteśmy prowadzeni podobną drogą.

Jezus Chrystus głęboko poruszył apostołów już na początku ich powołania. Dowodem na to jest ich niezwłoczna odpowiedź na Jego wezwanie. W latach publicznej działalności przybliżyli się do Jezusa jeszcze bardziej. Jego osoba w swym pokornym i bezpośrednim człowieczeństwie była dla nich niewiarygodnym światłem. Przez słowa i cuda, przez swoje promieniowanie dające siłę i swoją niepojętą miłość stał się On centrum i ośrodkiem ich życia.

Jak grom z jasnego nieba przyszło dla nich Jego nagłe pojmanie, nieoczekiwane skazanie przez sąd, Jego okrutna droga krzyżowa i nieodwracalna śmierć. Ich depresja musiała być niewyobrażalnie wielka. Zostali pozbawieni podstawy swego życia. Aby pojąć ich poczucie klęski, trzeba mieć przed oczami dni Jezusa w grobie bez wiedzy o Zmartwychwstaniu. Potem nagła radość: On jednak jest! Odwiedza ich, je i pije z nimi, jest jednak inny niż wcześniej. Znika i znowu powraca. Po czterdziestu dniach Jego stan zmienia się raz jeszcze. Po Wniebowstąpieniu i Zielonych Świętach apostołowie muszą pożegnać się ostatecznie z ludzką postacią Jezusa. Zmartwychwstały pozostaje mimo wszystko obecny. Przeżywają Go zawsze i wszędzie. Jest On w ich codziennym życiu wszechobecny w niewyjaśniony sposób. Jest jeszcze intensywniej aniżeli przedtem. Żyje w nich Duch Chrystusa. Zmartwychwstały jest Jezusem z Nazaretu, ale już nie w swej konkretnie uchwytnej i ludzkiej postaci.

Chrześcijanin jest prowadzony do podobnej przemiany swego obrazu Chrystusa. W sposób konieczny poznajemy Jezusa Chrystusa przez obrazy, przypowieści i opowieści Ewangelii. Dochodzimy do wiary przez świadectwa i przykłady naszych bliźnich, przez wspólnoty parafialne, udział w Eucharystii, dni skupienia i podobne inicjatywy, przez wydarzenia czy książki. Są one uchwytne i konkretne.

To wszystko wskazuje poza siebie na wszechobecnego Chrystusa, który zawsze i wszędzie żyje i działa. Powoli odkrywamy królestwo Boże w nas. Jezus Chrystus nie jest tylko kimś poza nami, do kogo się zwracamy. Staje się coraz bardziej nieuchwytny, a zarazem wszechobecny, żyjący pośród nas i bliższy nam niż my sami sobie. Stopniowo wzrasta w relacji do Niego bezpośredniość, która już nie ma formy ani żadnej postaci.

Z czasem jesteśmy prowadzeni do tego, by uprzytomnić sobie obecność Jezusa Chrystusa w naszej świadomości. Uczymy się patrzeć na naszą obecność, a w niej na bezpostaciową obecność Jezusa Chrystusa. Uczymy się patrzeć na naszą realność, a w niej na samą realność, na wszechogarniającą, bezforemną realność Tego, w którym wszystko zostało stworzone.

Nie możemy sami dokonać tej przemiany. Jest ona darem. Ale możemy pozostać uważni. Jest ona darowana przez Jezusa Chrystusa, który przyszedł, aby prowadzić nas do Ojca nie tylko przez zewnętrzne znaki i świadectwa, ale by ukazać się nam wewnętrznie. On sam się objawia. Daje nam „światłe oczy serca” (Ef 1, 18), byśmy Go poznali. Imię Jezusa Chrystusa otwiera nam wewnętrzny dostęp do tej relacji. W Jego imieniu wszystko jest udzielane. Ono niesie siłę Jego osoby. W Jego imieniu jest obecny On sam i Jego odkupieńcza siła. Zwrócenie się do Niego jest drogą. Zaczynając od zewnętrznych form i postaci, jesteśmy niesieni do wewnętrznego zauważania, więcej – do zjednoczenia z Nim. W Chrystusie stajemy się jedno z Ojcem.

Ale przemiana naszej relacji do Niego jest bolesna. Jesteśmy zaproszeni, byśmy wewnętrznie coraz bardziej pozostawiali Jego konkretną postać, abyśmy odkryli Jego uniwersalną obecność w nas i we wszystkich rzeczach. Jan i Paweł, dwaj wielcy teologowie Nowego Testamentu, widzą w tej prawdzie centrum i streszczenie swego przekazu.

Franz Jalics SJ


Polecamy:

                    

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *