Walka duchowa i wewnętrzny pokój

Św. Jan Klimak propagował pewną prostą metodę walki duchowej – wzywanie imienia Jezusa, które wystarczało, by odepchnąć wszystkie demony. Autor Drabiny zalecał wprost: „Smagaj wrogów imieniem Jezus, gdyż nie ma silniejszej broni w niebie ani na ziemi” (21, 7).

„Smaganie” to polegało na powtarzaniu modlitewnych wezwań skierowanych do Chrystusa. Klimak zalecał, by nieustannie powtarzać te krótkie wezwania i tę modlitwę praktykować w ten sposób, by jak najbardziej swą uwagę zatrzymać na słowach modlitwy, a przede wszystkim na Tym, do kogo się one odnoszą. Takie wzywanie Bożego Imienia prowadzi do tego, że nasza uwaga koncentruje się na osobie Chrystusa i przeżywaniu Jego obecności. Pośrednio sprawia też, że odstępują pokusy, znikają złe myśli i uciekają demony. Prowadzi również do jedności naszego ducha podzielonego przez myśli i wyobrażenia.

Należy więc ciągle wzywać Bożego imienia – do tego stopnia, by „pamięć o Jezusie złączyła się z naszym oddechem” (27, 62). Dopiero wtedy bowiem, dzięki pomocy Chrystusa, można odnieść zwycięstwo w duchowej walce.

Hezychia – wewnętrzny pokój
Chociaż Jan Klimak mocno akcentuje konieczność walki duchowej, nie znaczy to jednak, że pomija zupełnie motyw pokoju. Wprost przeciwnie, poszukiwanie wewnętrznego uspokojenia jest tym, co nadaje sens walce duchowej i stanowi zasadniczy cel, do którego ta walka zmierza. Ma ona bowiem prowadzić do wewnętrznego spokoju, nazywanego przez Klimaka hezychią. Słowo to oznacza stan pokoju, ciszy połączonej z natężoną uwagą i czujnością. Może wiązać się z zewnętrznym odosobnieniem w życiu pustelniczym, sprzyjającym osiągnięciu takiego stanu. Ważniejsza jednak niż odejście od świata jest cisza wewnętrzna. Nie polega ona bowiem jedynie na tym, aby nic nie mówić, ale oznacza pozbywanie się wewnętrznego hałasu i zamętu, wyzwalanie się z troski o siebie, eliminację wyobrażeń. Jest to taki rodzaj duchowego uporządkowania i skupienia, kiedy cała uwaga człowieka zwrócona jest na obecność Boga w jego własnym sercu.

Jan Klimak był pierwszym teoretykiem hezychii. Sugerował, że nie jest ona niczym innym, jak „nieustannym oddawaniem czci Bogu i trwaniem w obecności przed Nim” (27). Wyciszenie nie jest więc stanem bierności, ale ma charakter czynny. Wymaga wewnętrznego wysiłku i ustawicznej uwagi. Dlatego, dla określenia tego stanu, chętnie cytowali werset Pieśni nad Pieśniami: Ja śpię, lecz serce me czuwa (Pnp 5, 2). Właśnie Drabina do nieba jest tak skonstruowana, że ma prowadzić poprzez walkę z kolejnymi wadami i złymi myślami oraz rozwijanie poszczególnych cnót do wewnętrznego pokoju i skupienia oraz nieustannej czci Boga. Chodzi więc o to, by osiągnąć pokój i ciszę serca. Asceta dąży do takiego stanu, by nieustannie móc stawać w obecności Boga. Dochodzi się do tego przez zmaganie z pokusami, złymi myślami i namiętnościami, przez podejmowane umartwienia i inne praktyki ascetyczne, przez modlitwę, a wreszcie przez nieustanną pamięć o Chrystusie. Nie chodzi więc o pokój psychologiczny, oznaczający wyłącznie jakąś integrację psychiczną, ale taki, którego zwieńczeniem jest miłość, gdy dusza „spoczywa” w Bogu.

Hezychia ma bowiem wartość nie tylko ascetyczną, oczyszczając słowa i myśli. Posiada też wymiar mistyczny – wiedzie do jedności z Bogiem. Polega na tym, by pozbawić umysł wszelkich wyobrażeń i by w duchowym ogołoceniu móc kontemplować królestwo Boże. Nie jest ona zatem celem samym w sobie. Stanowi drogę do zjednoczenia z Bogiem.

Ks. Józef Naumowicz


Polecamy:

                                   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *